środa, 28 stycznia 2026

Zimowe Kaszuby

Śnieg na Kaszubach utrzymuje się od "poświętach" aż do teraz. Mało tego. Porobiły nam się niemałe zaspy. Szczerze mówiąc dawno nie było takiej ilości śniegu. A takich widoków nie miałam całe wieki....







Niedawno padał marznący deszcz i śnieg jest teraz lukrowany.. No wiecie, taki twardy 😖 Mieszkamy na wzgórzu, a więc w razie powodzi jesteśmy uratowani.. no ale w zimie to nie jest niestety atutem. Jak tu podjechać pod górkę na zmarzniętym śniegu? A no nie da się 😋 Dojechałam do połowy wzniesienia, później koła zaczęły mielić. Nacisnęłam hamulec, a samochód jedzie dalej... A raczej sunie... z powrotem w dół 😝Całe szczęście udało mi się wymanewrować tak, żeby wjechać w zaspę, która mnie zatrzymała. Do wyboru miałam jeszcze płot.




Niestety wyjazdy w teren nie są możliwe bo na naszą polną trasę nawiało tyle śniegu, że sięgał mi do pasa. Oczywiście tak się dzieje tylko miejscami. Tu akurat jest polna droga, która z każdej strony ma skarpę i z tych właśnie skarp zwiewa śnieg tworząc w środku czyli na drodze wielką zaspę aż po pas. Niestety konie odmówiły władowania się w śnieg aż po brzuchy, a i słusznie bo zapewne byśmy nie przebrnęli. Tak więc póki jesteśmy zasypani to niestety zostaje nam pogalopować po własnym pastwisku.




Konie wraz ze śniegiem dostały małpich rozumków i bez brykania się nie obejdzie. Szaleją aż miło, chociaż nie przepadam gdy robią to podczas jazdy. Można wtedy wyrżnąć niezłą glebę.  No, ale jak same się ganiają po pastwisku ogląda się chętnie i z uśmiechem na twarzy.



Dziadzio Narwalek nie jest już zainteresowany takimi szalonymi zabawami. Czasami jeszcze darzy mu się pogalopować za innymi końmi, ale zdecydowanie woli okupować paśnik. Rusza się bardzo mało co mnie nie dziwi, wszak ma już 26 lat i starość daje mu się we znaki. Zwłaszcza chore serducho. No, ale zima jest dla niego łaskawsza bo zdecydowanie gorzej czuje się latem, gdy jest gorąco. Tak jak i ludzie chorujący na serce. Upały odbierają mu całą energię jaką tylko udaje mu się w sobie zebrać. Co lato robi się coraz bardziej słaby. Oby jak najdłużej czuł się dobrze.




Zima może jest łaskawsza dla Narwala, ale nie dla wszystkich zwierząt. Codziennie jadąc do pracy spotykam na polu sąsiada sarenki. Podchodzą coraz bliżej i wcale się nie boją. Śnieg zakrył korzonki, a na polu sąsiad ma coś zasiane. Nie pytałam co to, ale sarenkom smakuje. I tak sobie codziennie przychodzą. A dzisiaj rano.... Na polu stało całe stado. Nie zdążyłam wszystkich policzyć, ale było tam conajmniej 10 sztuk. 




Mnie za to odwiedzają ptaszki ptaszeńki. Koleżanki sikoreczki, kumpel kowalik i sójka oraz sroka. Sroka trochę niemile widziana bo je za dziesięciu i straszy mniejszych kuzynów. W każdym razie rozwieszany tłuszczyk znika w oka mgnieniu.





Molka nie do końca lubi zimę, ale kotki z grubym futrem chętnie wychodzą rano na dwór i spędzają na zewnątrz cały dzień polując na myszy w stodole, albo wylegując się w słomie. Molka wychodzi z domu tylko ze mną. Nie dlatego, że tak musi, ona jest po prostu moim cieniem. Od kiedy ją przygarnęłam chodzi za mną krok w krok, aż po dziś dzień. Z kuchni na górę, z góry na dół... cały czas drepcze za mną.. Ja idę na dwór to ona idzie też. Nie lubi zimna, ale dzielnie czeka na sianku, aż skończę robić swoje.




 I dreptu dreptu. Beze mnie idzie jedynie się załatwić, albo pospacerować i powęszyć po polu. Czasami idzie odwiedzić sąsiada i za chwilkę wraca. Zwyczajnie musi zrobić poranny obchód 😅 Już nie raz pisałam, że zawsze i wszędzie towarzyszy mi Molka i kocice. Kocice szły trochę dalej, a więc odciski tylko mój i Molki.




No, a po obchodzie od razu hyc pod kocyk 😏


Niestety zima jest upierdliwa na gospodarstwie. Odśnieżania jest co nie miara, wszystko zamarza... zwłaszcza woda dla koni. Nie ułatwia mi to życia. Teraz muszę doginać codziennie z wiadrami. Ba! Codziennie? Kilka razy dziennie po kilka tur. Nie wleję koniom wody w wannę bo zamarznie. Wlewam po troszku do dużego pojemnika i co chwilę chodzę dolewać. I tak w kółko. Moje łokcie... nie będę się wypowiadać na ich temat. 

Niemniej jednak taka zima na prawdę cieszy oko no i jest łaskawa dla końskich nóg. Wszechobecna zgnilizna i błoto to siedlisko bakterii, które wywołują u koni grudę. To takie strupy na nogach, które nie leczone powodują ból i kulawiznę. Dodatkowo od stania na mokrym często zdarza się gnicie strzałek kopytowych zwłaszcza u naszego emeryta... także pod tym kątem zima jest łaskawa. To tylko ja mam pod górkę, ale zacisnę zęby i dam radę.. Jakoś muszę dać. Ostatnio w wielu kwestiach muszę sobie jakoś radzić.





Aaaaa!  Zapomniałabym!
Jest jeszcze jeden plus takiej zimy..... Kuligi!!! Nocne z pochodniami, ogniskiem i grzanym winem. To jest to ;)







wtorek, 6 stycznia 2026

Historia pewnego terenu

Witajcie w Nowym Roku.

Jeszcze przed świętami napisałam post o niedzielnej wyprawie w teren, ale kompletnie zapomniałam go potem opublikować-chciałam dołączyć jeszcze zdjęcie koni z życzeniami wesołych świąt i na szczerych chęciach się skończyło bo później nie miałam już czasu do tego usiąść.

No nic. Żeby się nie zmarnował ten czas poświęcony na stukanie w klawiaturę to publikuję dziś ten zaległy wpis 😜

   

Niedziela była taka senna i przygnębiająca. Jeden z tych dni, kiedy nie chce się w ogóle wychylać na zewnątrz. Ja i tak muszę wychylić nie tylko nos, ale i całą siebie. Standardowo od rana po nakarmieniu koni siedziałam w kuchni i popijałam kawę czekając, aż wstanie Szczeżujski i D. D wygrzebał się pierwszy, ale to czekanie zmuliło mnie do tego stopnia, że wolałabym wrócić do cieplutkiego łóżeczka, tym bardziej, że Paulina odwołała jazdę. Poczułam się taka "nicniemusząca" 😁 analizowałam chwilę czy dać sobie spokój czy jednak pójść i te konie ruszyć. No i korzystając z okazji, że był D postanowiłam, że pojedziemy, chociaż na chwilę. 

    Jazda konna to nie jest tylko posadzenie tyłka na koniu i jechanie przed siebie. Żeby w ogóle wsiąść trzeba najpierw zrobić dużo innych rzeczy. Po pierwsze- my z reguły najpierw robimy/ przygotowujemy stajnię, żeby nie musieć się tym przejmować później. Jak stajnia jest przygotowana to wtedy zabieramy ze sobą linki i idziemy na pastwisko, żeby przyprowadzić konie. Zdarza się, że stoją blisko, ale zdarza się też, że trzeba iść po nie na sam koniec pastwiska. Niekiedy jest tak, że same do nas przychodzą, innego zaś dnia mają małpie rozumy i uciekają na nasz widok i uważają, że to świetna zabawa. Po złapaniu wracamy do stajni i tam zaczyna się strefa spa. O tej porze roku konie mają gęstą i długą sierść, wyglądają jak mamuty, a wszędzie w koło jest błoto. Koń przynajmniej raz dziennie tarza się po ziemi. Normalnie panieruje się jak nuggets w KFC. Jak wytarza się w trawie to super, ale jak w błocie... no to cała ta sierść właśnie zmienia się w zaschniętą, błotną skorupę. To trzeba wyczyścić i to nie są tylko względy estetyczne. Koń musi być wyczyszczony, żeby te błotne sklejki nie obtarły go, gdy ubierze mu się siodło.  Czyszczenie samo w sobie z reguły jest przyjemne, ale jak już wspomniałam nie o tej porze roku. Teraz to się stoi i szoruje 10 minut jedną stronę. Ręka odpada, w zębach chrzęści piach. No zdecydowanie przyjemne to nie jest😜Jak konie są już wyczyszczone to należy założyć im cały osprzęt czy też rząd którego to Rzędzian w "Ogniem i Mieczem" tak bardzo się domagał. Samo siodło nie jest zbyt lekkie, a to nie wszystko co się koniowi ubiera. Pod siodłem muszą wylądować czaprak i podkładka. Wszystko ma specjalne paseczki, które podpinane są do siodła, żeby nic nam się potem pod spodem nie przesuwało. Ogłowie to paski i paseczki do pozapinania, a u niektórych koni (jak na przykład Rudy) potrzebny jest dodatkowy osprzęt taki jak  napierśnik. Noo w każdym razie to ubieranie też zajmuje chwilkę czasu. Niejednokrotnie bywa też tak, że któryś koń ma gorszy dzień i niekoniecznie chce mu się współpracować z człowiekiem. Wtedy zanim koń zostanie przyprowadzony z pastwiska, wyczyszczony i osiodłany to osoba to robiąca jest już cała zmordowana. Wtedy to już ma się dość i wsiadać się nie chce. No ale jak już się wsiądzie i pojedzie w ten teren to nigdy się nie żałuje. Ja zawsze wracam z terenu z bananem na buzi. Zawsze będzie mi to poprawiało humor. 

A więc właśnie w niedzielę tak bardzo nie chciało nam się ruszyć, ale wracaliśmy uśmiechnięci od ucha do ucha, choć nie obyło się bez przygód, ale one właśnie dodają uroku tym wypadom. Jest co wspominać 😁

Molka tego dnia poszła w teren z nami, wylatała się za wszystkie czasy. Jechaliśmy tylko w pola więc mogłam ją wziąć. No, ale pech chciał, że jakiś pan z psem również postanowił się wybrać na spacer. Pies wielki, biały w typie owczarka podhalańskiego, ale jak się okazało był bardzo łagodny i posłuszny. Zanim to wiedziałam to zsiadłam z konia by przytrzymać Molkę, żeby nie poszła się przypadkiem z kumplem przywitać i nie została przypadkiem jego przystawką.  No i potoczyło się. Zaszłam, przytrzymałam konia  i psa, a biały wielkolud zatrzymał się...szczeknął raz donośnie....popatrzył i poszedł z właścicielem dalej.. Rudy narobił awarii bo wystraszył się dźwięku jaki pies z siebie wydał i chciał pójść w długą.. ale że ja go trzymałam mocno i za wszelką cenę to poszedł w długą razem ze mną uwieszoną za wodze 😆Konkretnie to spłoszył się, odskoczył, pociągnął mnie, ja się wywaliłam, pociągnął mnie jeszcze z trzy kroki i zatrzymał się. Na szczęście awaryjny zacisk dłoni zadziałał i nie puściłam skubańca 😅Na koniec przeprosiłam jeszcze pana z psem za to, że zrobiliśmy awarię na miarę góry lodowej przed titanickiem...a oni po prostu szli. Spokojnie, grzecznie, niepodejrzanie. 

A tak poza tym to wszyscy zdrowi 😆Pogalopowaliśmy sobie po polach, było super.




I tak na koniec.... Wesołych Świąt już nie będę życzyć, ale życzę wszystkim tego by rok 2026 był lepszy od poprzedniego 😘 Mam nadzieję, że dla mnie będzie łaskawy bo to mój rok- rok konia, a ja jestem chińskim zodiakalnym koniem 🐎 Może to dlatego od małego je kocham?