środa, 25 lutego 2026

Przerwa w terapii

No bo z tą jazdą konną to jest tak... 

Gdy tylko wsiadam na konia to moje smutki redukują się o jakieś 50 procent. 

Gdy jadę przed siebie w zasadzie nie wiedząc do końca gdzie jadę patrząc na cudowne krajobrazy i łapiąc promienie słońca na policzkach to smutków już nie ma wcale. Wtedy jest tylko uśmiech i głos w głowie mówiący "jakoś to będzie". Może to nawet koński głos?

Nie ważne jak duże są moje smutki i problemy, zawsze znikają, przynajmniej na chwilę. Niektóre problemy nie rozwiążą się same, wiadomo, ale jakoś tak po konnej terapii wydają się mniejsze i łatwiejsze do rozwiązania.

No, a teraz niestety nici z terapii bo w dalszym ciągu jesteśmy zasypani, choć jest światełko w tunelu. Temperatura jest ostatnio dodatnia, a więc wszystko zaczyna powoli topnieć, aczkolwiek zanim stopnieje całkiem to minie trochę czasu. Zalega tu nam na prawdę dużo śniegu.

Tak czy inaczej roztopy- oprócz tego, że ujawniają niesamowity syf i tą zgniliznę, która tyle czasu skrywała się pod śniegiem- pomagają trochę w tym codziennym funkcjonowaniu. Woda na pastwisku już nie zamarza, nie trzeba jej dolewać co chwilę. Odtajały też rury, więc mam wodę w stajni. No, ale żeby nie było zbyt kolorowo to wraz z topnieniem lodu w rurach wychodzą takie kwiatki jak pęknięcia czy nieszczelność zaworów. Więc tak... Jak nie urok to sraczka. 

Te zimowe wieczory często umilam sobie spędzając czas w stajni z końmi po prostu je czyszcząc i przebywając w ich towarzystwie. To też ma właściwości terapeutyczne. I tak oto Rudy ma ładnie przyciętą grzywę i ogon, wyczesane też niczego sobie. Kupiłam mu też nowy kantar bo stary rozwalił. No, a niunia Aprilka ma zaplecione warkoczyki, żeby jej piękna, długa grzywa nie uległa przypadkiem zniszczeniu. Rudy też ćwiczy sztuczkę- podawanie nogi za smaczka. Tak z nudów chociaż czegoś się nauczy. 



Wiosna na horyzoncie oznacza, że wkrótce trzeba będzie zacząć remont siodlarni i przygotowanie kurnika, kacznika i boksu dla kózki. Te wszystkie zwierzątka już od dawna miały być na farmie, ale ciągle to odkładałam bo nie było kiedy zająć się przygotowaniem pomieszczeń, a chcę mieć pewność, że żaden lis mi nie wymorduje tych duszyczek. Tak swoją drogą to w końcu skubańca udało się ujawnić. Wiedziałam, że jest w okolicy bo słychać było jak pokrzykuje w okolicy naszego zagajnika. A dziś w nocy nagrał się na kamerę. Przyszedł na podwórko. Tak przynajmniej zakładam, że to jest lis. Nagranie jest bardzo słabe, ale zdecydowanie nie jest to pies. Widać to po sposobie chodzenia, budowie ciała.. No tylko tak troszkę duży mi się wydaje jak na lisa, ale to zapewne tylko takie wrażenie.






Parę dni temu wróciły żurawie. A właściwie żuraw bo widuję i słyszę tylko jednego. Niestety zdjęcie mega słabe bo zbliżone na maxa, ale z takiej odległości nie było opcji zrobić normalnego zdjęcia. Jego klangor niezmiennie koi moją duszę i mam nadzieję, że inne niebawem do niego dołączą by wieczorami urządzać koncerty za stajnią.






Czekam z utęsknieniem, aż będę mogła pojechać w końcu w teren i odstresować się. Nagromadziło mi się już tych smutków i smuteczków. Mam jeden taki konkretny, na niego terapia konna pomoże, ale na chwilę. Ten jeden duży smutek przeszkadza mi bardzo, gniecie mnie od środka i nie pozwala cieszyć się z małych rzeczy. Ten jeden smutek siedzi cały czas we mnie i nie mogę się go pozbyć. Utrudnia mi wszystko, utrudnia codzienność. Skłania do zadawania pytań typu: Po co to wszystko? Szepcze do ucha: Nie ma sensu... Ale walczę z tym smutkiem choć już czuję się bardzo, bardzo zmęczona... dlatego potrzebuję tej mojej terapii, bardziej niż zwykle.