środa, 2 kwietnia 2025

Akcja reanimacja



    Wiosna pełną gębą, a ja nie mam nawet przekopanej ziemi w docelowym ogrodzie. Przy niektórych czynnościach potrzebuję pomocy Szczeżujskiego, a ten w tygodniu pracuje do późna i nie ma czasu wziąć się za wszystko. Jest tu tyle rzeczy do zrobienia, że niestety trzeba by się sklonować, żeby zrobić wszystko. Niektóre sprawy są naglące, inne mniej, ale często jedna rzecz jest zależna od drugiej.
Pokoje na dole stoją jak stały, nic się nie zmieniło od bardzo dawna. Brak czasu i funduszy na remont. Liczyliśmy na dofinansowanie na ocieplenie domu, ale wygląda na to, że go nie dostaniemy. Przede wszystkim trzeba być właścicielem domu co najmniej trzy lata. Mamy więc wybór- znów marznąć w przyszłą zimę lub ocieplać dom bez dotacji.. Może starczy nam funduszy na jedną ścianę…😓


    Nie byłam na giełdzie w niedzielę. Szczeżujski nakarmił konie, a ja mogłam sobie troszkę dłużej pospać i wypocząć. Na prawdę wiele mi to pomogło. Wygląda na to, że w tym tygodniu również czeka mnie masa nadgodzin, ale cieszę się bo wiąże się to z większymi zarobkami. Może uda się odłożyć na te nieszczęsne remonty.


    Wczoraj wyciągnęłam moje biedne, zaniedbane pelargonie, które zimowały w garażu. Mam ich kilka doniczek. W tym roku mam plan zamontować je na balkonie. Obskubałam bidy ze starych i zeschłych liści, przycięłam i przesadziłam jeden pęd, który ledwo trzymał się przy innych. Na koniec zostały podlane i dostały honorowe miejsca na parapecie na werandzie. Musiałam wyeksmitować szczypiorek gdzie indziej 😉Jestem pełna podziwu ile te kwiaty potrafią wytrzymać.. otóż okazało się, że zapomniałam o jednej z donic, która stała w głębokim, ciemnym kącie garażu i uwaga… nie była podlewana ani razu przez całą zimę i nie widziała słońca.. Wyczyściłam tą donicę tak samo jak poprzednie i okazuje się, że gdzieniegdzie nieśmiało pokazują się zielone listki więc puls jest wyczuwalny, pacjent z tego wyjdzie 😁 Teraz mam calusieńki długi parapet na werandzie zagracony donicami, ale kwiatom potrzeba nieco rekonwalescencji i słoneczka po zimie. Akcja reanimacja przebiegła pomyślnie!

     Moje miśki chodzą od kilku dni na placu do jazdy. Przestawiłam im tam paśniki, wlałam wody i koniecznie podłączyłam pastuch- inaczej zwiałyby na pole sąsiada bo tam trawka rośnie. Na placu do jazdy trawy nie ma więc muszą zadowolić się sianem. Niestety, ale muszą tu postać jakiś czas, dopóki na pastwisku nie odbije trawa. Śmiesznie to czasem wygląda bo plac do jazdy znajduje się za stodołą, a ja wchodząc do stodoły właśnie po sianko czy słomę mogę się przywitać z moimi paskudami przez dziurę w drewnianych wrotach 😊 A i nawet dziura ma u nas swoje zastosowanie bo przez nią mogę podsypywać koniom siana, bez chodzenia dookoła.


    Nasze pastwisko jest duże, ale konie ciągle po nim depcząc i skubiąc trawę nie dopuszczą do jej szybkiego wzrostu. Muszę przejść się na wybieg pod laskiem i naprawić płot to będą mogły sobie polatać właśnie tam. Trawy też tam tyle co kot napłakał, ale zawsze coś się znajdzie.


    Moja znajoma kupuje konia. Wiem o tym od dawna bo już zamówiła sobie boks dla niego w mojej stajni. Te jej marzenia powstały jakieś pół roku temu, a teraz wzięła się na poważnie za ich realizację. Rozmawiała ze mną wczoraj i poprosiła bym zadzwoniła do sprzedawcy z ogłoszenia żeby wypytać o najważniejsze rzeczy na temat konia, którego sobie upatrzyła. Dzisiaj po pracy zadzwonię i wypytam o zdrowie i umiejętności konia, oraz umówię się na sobotę by go obejrzeć. Razem z D wybierzemy się na kolejną wycieczkę by sprawdzić konia dla Magnatki. Na szczęście mamy dość blisko 😉Nie pierwszy raz jeżdżę sprawdzać konia dla kogoś, ale ten przypadek jest dość niezwykły bo Magnatka nie jedzie z nami. Ja i D ocenimy czy z koniem wszystko gra, a ona wierzy nam na słowo. No cóż, znamy się trochę czasu i Magnatka wie, że mam doświadczenie w tym temacie. Podobnie zresztą jak D. Może on nie jeździł aż tyle kilometrów szukając koni do kupna (to kiedyś wchodziło w zakres moich obowiązków w pracy), ale umie się z nimi obchodzić i zna się na nich, a to wystarczy do oceny. Tak więc jeśli dzisiejsza rozmowa przebiegnie pomyślnie to w sobotę podjedziemy zobaczyć karego i ocenimy czy jest to koń dobry dla Magnatki.. Jeśli okaże się fajnym koniskiem to dołączy do mojego stada 😅 💣 Oj mam nadzieję, że tym razem nikt nikogo nie będzie ganiał z rządzą mordu...

4 komentarze:

  1. Pelargonie to domena mojej siostry, corocznie wiszą nad balkonem kołysząc się i radując kolorami i rzeczywiście, żywotne są i wdzięczne bardzo. Szkoda, że Magnatka nie jedzie z Wami, czasem to pozawerbalne i nieoczywiste wrażenie przyszłego właściciela i miłośnika cenne jest. Ale to tylko moje zdanie, ciekawa jestem efektów.

    OdpowiedzUsuń
  2. i wszystko gra a nie furczy! <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też mam wieloletnie pelargonie. Niektóre prowadzę tak aby kwitły zimą, więc latem wypoczywają, a inne mają kwitnąć latem. Uwielbiam je :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawa jestem, jaki będzie ten koń:) Pewnie spełni oczekiwania, na tyle Cię już poznałam:)
    Pelargonie kupuję każdego roku nowe, nie mam warunków do przechowywania ich zimą. To silne rośliny, na pewno u Ciebie ruszą do życia.

    OdpowiedzUsuń