Tata pomógł mi z nieszczęsnymi blachami na myjce więc na reszcie mogę zabrać się za malowanie 😊 To znaczy mogłabym się zabrać bo dzisiaj to akurat muszę jechać do weterynarza z Frytką po pracy. Kicha i prycha nieszczęsny nasz futrzak więc trzeba działać. Zaczęło się w piątek, zapewniliśmy jej ciepło, odpoczynek, jedzonko i picie pod nosem i nie wypuszczaliśmy cały weekend na dwór. W sobotę i niedzielę przychodnie zamknięte, a więc dziś pakujemy się i jedziemy. W drodze powrotnej na pewno zajadę do sklepu po zakupy i tak zejdzie mi czasu na drobnych pierdołach. Po powrocie naszykować stajnię, skręcić jakiś obiad i już po moim czasie na cokolwiek.
Szczeżujski niedawno zrobił mi wieszaki na siodła i ogłowia w stajni na ścianie. Ścianę sama szykowałam: to jest szorowałam druciakiem i gruntowałam, a Szczeżujski pomalował ładnie i starannie wokół wieszaków. Teraz ściana nie będzie mi brudziła siodeł.
Muszę się jak najszybciej zabrać za zabezpieczenie siodeł na zimę. Muszę wszystko porządnie wypastować i pochować te nieużywane rzeczy. Reszta do pastowania i do powieszenia na wieszaki. Zrobiłam nawet etykiety by podpisać który czyj jest wieszak w stajni. Bardzo szybko robi się nam już ciemno więc mam ograniczony czas na robienie rzeczy wszelkich, choć takie coś jak pastowanie sprzętu mogę sobie zrobić i po zmroku w stajni. . Usiądę sobie w stajni, zapalę światło i będę powolutku i sukcesywnie po kolei wszystko pastować. Łącznie ze sprzętem Niki i Neptuna. Trochę będzie z tym zabawy. Na D nie będę czekać bo już drugi tydzień go nie było, a ja nie mam zamiaru czekać, aż skóra zacznie wilgocią naciągać. Poprosiłabym o pomoc dziewczyny, które na jazdy przychodzą, ale te też już jakiś czas się nie pojawiają. No tak... bo zimno, bo mokro, bo błoto, bo buro i ponuro.. Wszyscy jeżdżący odpalają się na wiosnę i tak przyjeżdżają do końca lata. Jak tylko zacznie się jesień -ale nie ta na początku piękna, złota i jeszcze ciepła tylko ta październikowa- już zimna i błotnista to wszyscy zakładają golfy po sam czubek głowy, wełniaki po kolana, chwytają za kubek gorącej czekolady i siadają przed telewizorem z pilotem. Osoby bardziej zapalone jeździecko są o wiele bardziej odporne na warunki atmosferyczne.
A ja? No, a ja chcąc nie chcąc muszę być odporna bo taki los sama sobie wybrałam. O tym marzyłam, to osiągnęłam, a teraz muszę to ogarnąć czy to zima czy to lato. Końmi trzeba się zająć codziennie, a nie tylko wtedy kiedy mamy na to ochotę. O sprzęt też trzeba zadbać żeby się nie poniszczył bo wszystkie te jeździeckie pierdoły kosztują fortunę.
Niektórzy są mocno zdziwieni tym jak wygląda taka codzienna opieka nad piątką kopytnych dzieci. To nie jest tylko przejście się z wiaderkiem owsa i wsypanie do żłobu. To jest tylko kropelka w morzu, w dodatku najprostsza i najprzyjemniejsza. Koniom trzeba wybrać z boksów nieczystości i wywieźć. Trzeba nawozić słomy i rozścielić ją, trzeba poupychać siano w siatki i zawiesić je w boksach. Każde wiadro na wodę trzeba umyć po wylaniu starej wody. Nie. Nie opłukać tylko umyć. Gąbką, szczotką, szmatką.. Należy naszykować każdemu indywidualną porcję jedzenia w wiaderku. Każdy dostaje inną dawkę i inne suplementy w zależności od potrzeb. Jesienną porą konie nie mają już trawiastych pastwisk, wszystko wyjedzone i wydeptane więc trzeba im dawać siano na pastwiska. Na cały dzień potrzebują dwóch pełnych koszy po mauserach co daje nam łącznie około 6 dużych wózków na siano. To 6 kursów ze stodoły na pastwiska z obładowanym wózkiem. Niestety wejścia na pastwiska wyglądają jak bajora na chwilę obecną więc wożenie siana przyczepką jest okraszone dużym ryzykiem ugrzęźnięcia i zablokowania samochodu, przyczepy i koni na pastwiskach. Wózek bezpieczniejszy. A propos błota.. Jak błoto to i problemy z nogami. Nie chcę na razie o tym myśleć, ale gruda (taka choroba na nogach) czy gnicie kopyt jest nieuniknione przy takich warunkach a to oznacza codzienne mycie i smarowanie końskich nóg.
Ten post miał być w ogóle o czym innym, nastawienie miałam raczej pozytywne, ale poniosły mnie trochę jesienne gorzkie żale 😅 To chyba przez to permanentne niewyspanie. Brak mi energii do czegokolwiek i zaczynam widzieć głównie minusy. Nie powinnam bo o dziwo dziś pięknie przygrzewa słoneczko. Mam nadzieję, że cały dzień będzie tak grzało.
Muszę zajechać chyba po jakieś witaminy dla siebie na wsparcie odporności i dodanie energii zanim złapie mnie jesienna deprecha. W tym roku wyciąga po mnie swoje łapska wyjątkowo szybko... jeszcze wszystkie liście z drzew nie spadły.
Nie marudź kobito. Chciałaś to masz!

Dobrze się tak wyżalić, bo lżej się robi na sercu i inni bardziej doceniają. Rzeczywiście mnóstwo pracy, ale jak czytam o tym jak sobie wszystko organizujesz i ulepszasz na farmie, to aż się uśmiecham. To miejsce tworzysz z pasją i miłością. Niech Wam się darzy. Pozdrawiam serdecznie 🤗 🫶
OdpowiedzUsuńMnie tam praca nie przeraża ;) Najgorsze jest to, że dni są coraz krótsze, a pogoda nie rozpieszcza. Wtedy znacznie mi to ową pracę utrudnia. Nie jestem w stanie zmieścić się w czasie z chwilami dla siebie. No bo jak wrócę z pracy, zrobię co mam zrobić to i za chwilę jest ciemno :P Tak to już jest z posiadaniem własnej stajni. Ogrom roboty, a na konia nie ma czasu wsiąść choć są pod nosem ;)
UsuńAle.... oby do świąt. Później to jakoś zleci już do tej wiosny :)
Całkiem jak z piątką dzieciaczków, tyle, że duże i kopytne. No i dzieci kiedyś wyfruwają z gniazda a konie, psy i koty mamy do końca. Wiem, że to lubisz i wybrałaś ale czasem się musi (ponarzekać) bo inaczej sie udusi ( Wodzirej Stuhr)
OdpowiedzUsuń