środa, 5 listopada 2025

Akcja odgruzowywanie

 

Drzewa w większości już pogubiły liście więc jeszcze tylko chwilkę będzie można cieszyć oko jesienią do póki owe liście jeszcze będą leżały na ziemi. Później zgniją i nie pozostanie już nic pięknego w otaczającym stajnię krajobrazie, aż do wiosny. No, chyba, że śnieg nas zaszczyci w tym roku to i owszem jeszcze będzie ładnie 😊

Widok na mój plac do jazdy od strony górnego padoku


W weekend święta zmarłych miałam jechać do rodziców, ale z uwagi na problemy z samochodami nie udało mi się pojechać. Dodatkowo Szczeżujski z gilami po kolana i kaszlem gruźlika nie nadawał się na opiekuna koni.


No, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. W sobotę po nakarmieniu i wypuszczeniu bestii wróciłam jeszcze do łóżka i tak sobie leżeliśmy do południa. Wyleżeliśmy się porządnie nie zawracając sobie głowy jazdą w korkach, tłumami na drogach i cmentarzach oraz kupowaniem o wiele za drogich zniczy czy kwiatów na straganach. Ten dzień poświęciliśmy na reset. I wiecie co? Udało się. To był jeden jedyny dzień od dawna, kiedy udało mi się odpocząć. Pomimo tego, że musiałam wstać do koni, że później musiałam stajnię ogarnąć i przygotować na wieczór...to i tak odpoczęłam. W sobotę wieczorem przyjechał do nas D więc Szczeżujski kontynuował kuracjęę pod kołdrą sam, a ja poszłam z D do stajni, wzięłam w termosie smacznego drineczka i rozpoczęliśmy akcję odgruzowanie. Wszystkie konie, cała piątka miały być ogarnięte.


Zabawne to, ale okazuje się, że niektórzy ludzie nie wiedzą, że konie powinno się czyścić co jakiś czas. Powinno się, żeby uniknąć odparzeń pod sklejoną sierścią, żeby pielęgnować sierść, żeby przy okazji kontrolować stan zdrowia koni.. Niektóre skaleczenia nie są widoczne od razu pod jesienną sierścią. A już pomijając oczywiste kwestie zdrowote to chociażby po to by zwierzęta były zadbane!

Tak więc wyczyściliśmy wszystkim dokładnie sierść ze sklejek, wyczesaliśmy grzywy i ogony, dodatkowo poprzycinałam koniom ogony by nie ciągnęły ich po ziemi i nie taplały nimi w błocie, grzywy również wyrównałam oraz obcięłam szczotki pęcinowe (takie gęstsze włosy a nogach, zaraz przy kopytach) by jak najmniej błota czepiało się końskich nóg. Małą Niuńkę z uwagi na gęstość i długość grzywy musieliśmy czyścić tyle co resztę razem wziętą. Okazało się, że w ogon powczepiane ma rzepy, w grzywę również. W dodatku wiatr zaplatał jej warkoczyki ciężkie do rozplątania... Ale zawzięliśmy się i udało się i z młodą zrobić porządek. Grzywa i ogon wyczesane, spryskane odżywką i delikatnie wyrównane. No może ogon najczystszy nie jest bo trzeba by było go myć, ale za to nie posklejany i pięknie wyczesany. Zajęło nam dokładnie 2 godziny czyszczenie czterech koni. Czterech bo dziadziusia już nie zdążyliśmy machnąć, ale dokończę sama dzisiaj.

Aprilka ze swoją bujną grzywą


W niedzielę Szczeżujski lepiej i się poczuł i rano nakarmił konie, a ja mogłam chwilkę dłużej pospać. To też sprawiło, że się poczułam bardziej wypoczęta. Jak wstałam to od razu poszłam zjeść śniadanie i wypić zbożówkę. Potem przebrałam się w jeździeckie ciuchy i posziśmy po konie. Tego dnia wszędzie unosiła się mgła (nie wiem czy w całej Polsce tak), ale za to było dość ciepło no i nie padało. Osiodłaliśmy konie i pojechaliśmy z D w teren taki około dwugodzinny znów nowymi trasami i ścieżkami. Przejeżdżając między jesiennymi drzewami widząc przed sobą i za sobą tylko mgłę poczułam się niesamowicie zrelaksowana. To jest właśnie to co mnie uszczęśliwia. Koń, siodło i wyjazd w teren, to oczyszcza mi głowę i sprawia, że problemy znikają, albo przynajmniej wydają się być mniejsze niż wcześniej. Uzależniające to jest bardzo bo czuję niedosyt, ale niestety nie mam z kim jeździć na co dzień. 


Muszę czekać do weekendu, przyjedzie siostra i pojedziemy we dwie na reset przed siebie. Powtórzymy na pewno akcję czyszczenia wszystkich koni zwracając uwagę na nogi i oczywiście kopyta bo ta pora roku bardzo sprzyja gniciu kopyt i grudzie- takiej chorobie, która tworzy strupy na końskich nogach. I w jednym i w drugim przypadku lepiej jest zapobiegać niż leczyć.

Mam nadzieję, że do tego czasu i mnie coś nie weźmie bo gardło zaczyna mnie już delikatnie drapać. 

Coraz częściej dni bywają mgliste. Jest klimat 👻 Udało mi się cyknąć zdjęcie dziś podczas wypuszczania koni na pastwisko.


Nie wiem czego ta dwójka szuka w tych liściach 😅


A może ktoś poleci coś na to by drapanie w gardle nie przerodziło się w umieranie w łóżku? Bo nie mogę sobie pozwolić na umieranie.. Mam zwierzęta na utrzymaniu.



7 komentarzy:

  1. Z konia jest strasznie daleko do ziemi. Przekonałam się o tym bardzo boleśnie 🐎🐴.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No spotkanie z ziemią może być nieprzyjemne ;) Kilka większych upadków miałam w swoim życiu. Nie liczę takich drobnych oczywiście, ale była pęknięta noga, skręcony staw skokowy, przetrącony kręgosłup raz w odcinku szyjnym, innym razem w odcinku lędźwiowym :P

      Jazda konna to piękny sport, ale związany z ryzykiem niestety.

      Usuń
  2. Warto jakąś końską dawkę lekarstwa zażyć, witaminkę C, herbatkę z cytrynką, albo mleko z miodem, rosołek, ciepłą kąpiel... No i nie zapominać o czapeczce i ubieraniu na cebulkę.
    Zdjęcia we mgle i przygody w siodle są mega.

    OdpowiedzUsuń
  3. A no z tym rosołkiem to taki problem, że po pierwsze nie potrafię ugotować, a po drugie jestem jedną z niewielu osób, które rosołu nie znoszą xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbuj zatem innych wymienionych metod. Mam nadzieję, że poskutkują. Zdrowia i pogody ducha życzę.🤗

      Usuń
  4. Ja jak jakiś dziki ludź, uwielbiam miód, czosnek, cebulę, imbir i pigwowca. I jak tylko jakieś kichanie, kaszel czy inne boleści jesienne to piję, smażę, zalewam i po trzydniówce spoko.
    Ale podziwiam bo moim obowiązkiem jest tylko pies a reszta to coś radosnego do zrobienia.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ależ cudna ta blondyna! Zresztą wszystkie koniki są cudne :).
    Ja na przeziębienia stosuję przede wszystkim naturalne środki, czyli miód z propolisem, czosnek na surowo albo czarny w kapsułkach, herbatę z imbirem, miodem i cytryną, no i płukanie nosa i gardła wodą z solą (w razie większego dramatu dodaję też odrobinę wody utlenionej). A od jesieni do wiosny to w zasadzie zapobiegawczo wszystko to zażywam, tylko w mniejszych dawkach (albo na zmianę).

    OdpowiedzUsuń