czwartek, 27 sierpnia 2026

Zwierzakowa armia

Witajcie po dłuższej przerwie.

Jak zwykle wakacje są bardziej zapracowane niż rok szkolny i nie miałam kiedy przysiąść by coś napisać. A ochotę miałam wielką bo działo się, oj działo! Ciężko mi będzie teraz to wszystko zgarnąć do kupy żeby to opisać i z pewnością o czymś zapomnę, ale najważniejszych z tych wydarzeń nie da się pominąć.

Przez wakacje udało nam się troszkę ruszyć do przodu z robotą i tak oto pomalowałam w końcu nieszczęsny balkon za stajnią. Jest tam ławeczka i oświetlenie. Odgruzowałam w końcu boksy angielskie i mam o wiele łatwiej, gdy biorę jakiegoś konia na jazdę. Wtedy reszta wędruje do boksów i robi za kibiców 😀Zwolnił się jeden boks w stajni bo opuścił nad dziadek Narwal.. Spokojnie- ma się dobrze :) Po prostu pojechał do stajni bliżej swojej właścicielki. Wybagrowaliśmy staw, tata pomógł mi zrobić siodlarnię, przystosowałam też inne pomieszczenia dla zwierząt.

No właśnie... Dla zwierząt. To jest sedno wszystkiego i kwintesencja naszego życia. To one sprawiają, że każdego dnia można się uśmiechnąć. Nawet będąc smutnym.. A więc... Poznajcie moją zwierzaczkową armię:


KURY



Kurki są trzy i przybyły jako pierwsze. Oczywiście nie licząc koni, które były z nami praktycznie od początku. Wszystkie kurki to Krysie 😏Krystynki. Nie wiem czemu tak. Po prostu pasowało do nich to imię.. A że wszystkie wyglądają tak samo... To wszystkie zostały Krystynami. Przeczesują krzaki w poszukiwaniu wszystkiego co da się wydziobać i znoszą pyszne jajeczka, choć niekiedy w takich miejscach, że nigdy nie wpadłabym na to by tam szukać. Kurki mają oczywiście w kurniku gniazda, ale nie zawsze z nich korzystają.

BIEGUSY




Najśmieszniejsze stworzenia świata. Mamy parkę- kaczkę i kaczorka. Są niesamowite. Potrafią szybko biegać, klapiąc przy tym zabawnie swoimi stópkami i wsuwają ślimaki jak najęte. Nie mają dosyć. Tasia i Snikers nie przepuszczą też żadnemu owadowi. Tak poza tym uwielbiają pływać więc dostały basen. Podejrzewam jednak, że niebawem puszczą mnie z torbami bo co dwa dni muszę im tą wodę wymieniać, takie to kaczki syfiary. Woda po dwóch dniach wygląda jak bagno. Jajek jeszcze nie ma, ale coraz starsze są i pewnie niebawem zacznie się coś pojawiać.

KOZA






W końcu i ona do nas dołączyła, ta wyczekana. W czerwcu byłam ją odebrać. Na miejscu dowiedzieliśmy się, że to mało popularna rasa kozy- koza karpacka. Dostała więc na imię Karpatka 😋Cóż o Karpatce- daje pyszne mleczko, a jeszcze pyszniejsze nauczyłam się robić sery z owego mleka.




 Jest dokładnie taka jaka wiedziałam, że będzie po tych oczkach na zdjęciu. Jest przekochana. Przy dojeniu stoi grzecznie jak aniołek. Chodzi za mną wszędzie krok w krok i nigdy nie ucieka. Uwielbia się miziać i przychodzi się przytulać jak pies. Podstawia głowę pod dłoń i oczekuje drapanka. Jedynym minusem jest jej wszystkożerność i konieczność pilnowania kwiatków i krzewów. Jest też alkoholiczką i wcale się z tym nie kryje- gdy siedzieliśmy sobie któregoś letniego wieczoru z drinkiem w ręku przyszła i umoczyła pyska w szklance. Jeszcze łyk i mleko by się zważyło 😅 No dobra, żart żartami, ale przyznać muszę, że jest na prawdę super piesokozą. 


KOŃ?




Oto Selene- Vel Siwa 😝. Jest z nami od dwóch tygodni. Jej pojawienie się to decyzja podjęta na szybko. Wbrew wszystkim innym. A jak to się stało? Jako, że był sezon kryć i analizowaliśmy pokrycie Aprilki to znajoma zaproponowała nam byśmy pokryli jakimś ogierem jej klacz i źrebak będzie nasz. No i analizowałam to bardzo mocno, aczkolwiek przekonana nie byłam. No bo wiadomo, że to nie jest takie znowu za darmo. Coś tam tych pieniędzy miesięcznie trzeba liczyć. I tak to stwierdziłam, że przez 11 miesięcy ciąży klaczy robi nam się z tego niemała sumka jakby tak odpalać coś właścicielce klaczy. Mówię do Szczeżujskiego:

- Słuchaj ja nie wiem czy to nam się opłaci. Odpuśćmy sobie, może w przyszłym roku.

Szczeżujski- ta swoja mina.

Ja:

- No bo zobacz. Na przykład na olx masz ogierka dwuletniego za 2 tysiące. Już dwu letniego!

Szczeżujski- mina i burknięcie:

-A po co ci ogierek?!

Ja:

-No niepotrzebny, tak tylko mówię. Bo jak ci się źrebak urodzi to nie wiesz czy ogier czy klacz.

Szczeżujski:

-No lepiej byłoby klacz.

No to ja wyciągam telefon i pokazuję mu kolejne ogłoszenie z brzegu:

-No to proszę. Klacz i to źrebna w dodatku. Dwa w jednym za śmieszne pieniądze.

Szczeżujski- oczy jak pięć złotych:

-Dzwoń!

Początkowo popukałam się w czoło. No bo nie planowaliśmy kolejnego konia. Planowaliśmy panele podłogowe, planowaliśmy inne wydatki, ale nie to... No ale... podświadomie tylko na takie coś czekałam. Zadzwoniłam, umówiłam się na obejrzenie konia tego samego dnia. Siedząc w samochodzie dwie godziny po wykonaniu telefonu zastanawiałam się co my właściwie wyprawiamy.. 

I wiecie co? To była jedna z lepszych decyzji. Decyzja Szczeżujskiego, ale to znów moje oko wypatrzyło tą dziecinę w czeluściach internetu. Wsiadłam, pojeździłam i podjęliśmy decyzję, że jedzie do nowego domku. Do nas.

Dlaczego to jedna z lepszych decyzji? Bo nareszcie mam konia, na którym mogę sama pojechać w teren. Siwa jest niesamowicie odważna. Jest też chodzącą torpedą jak na czystą krew arabską przystało. No mój ideał. Troszkę mała, ale to akurat pikuś. Do tej pory nie było opcji, abym sama w randomowy dzień pojechała na spacer konno. Nooo analizowałabym Aprilkę bo ta też śmiała dość jest, ale nie dałabym sobie ręki uciąć, że to będzie bezpieczna wycieczka. Rudy czy Neptun zabiłby mnie, siebie i wszystkich innych rykoszetem. Niki na pewno walczyłaby przed wyjściem poza płot. A siwulka ciśnie przed siebie i się nie zastanawia. Coś wspaniałego!


I wiecie co?  Jakiś dziwny zbieg okoliczności mi się tu napatoczył

Weszłam dziś na bloggera i znalazłam tam komentarz, którego nie widziałam. Był napisany w maju. Odpisałam na niego dopiero dzisiaj.

A oto treść:

Ktoś kiedyś mi złośliwie napisał, że mam nick jak koń. To wpadam do Ciebie, bo może przyjmiesz mnie do stajni 😉🤓 A tak serio, zaciekawił mnie Twój blog 👍

Autorem komentarza jest SIVKA

Nie to, że coś, ale (zupełnie niezłośliwie) faktycznie kojarzy się z koniem 😉I w dodatku Selene ma u mnie ksywę Siwa...I przyjęłam ją do stajni 😀Prorokini jaka czy co?




A teraz kawka w dłoń i do pracy!