piątek, 20 marca 2026

Wiosna pod znakiem wkrętarki, pędzla i doniczek

 W ostatnim poście wspomniałam o kózce, którą w zeszłym roku zobaczyłam w internecie, a która to mnie oczarowała.. Za sprawą mojej zwierzakowej intuicji postanowiłam poczekać do wiosny, aż pani, która wycofała się ze sprzedaży znów będzie chciała ją sprzedać. No i wyobraźcie sobie, że znalazłam ostatnio numer do Pani i napisałam. No i wygląda na to, że muszę ogarnąć i dopicować jej domek bo za miesiąc kózka będzie częścią naszej ferajny ;)  Jeśli nic się nie zmieni oczywiście.

A wokoło robota wre. Skoro wiosna to i wiosenne porządki i naprawy szkód po zimie. 

Lada moment trzeba zmienić koniom wybieg, żeby na pastwisku mogła wyrosnąć trawa. Poszłam więc po narzędzia i zrobiłam bramę z pasów transportowych i linki z prądem. Mam nadzieję, że będzie to skuteczne ogrodzenie bo ja już nie mam pomysłu jak to inaczej zrobić. 




Musiałam uporządkować doniczki. Wywaliłam starą ziemię, umyłam je dokładnie, wsypałam świeżej ziemi i powsadzałam cebulki dymki by niebawem cieszyć się smakiem szczypiorku na kanapkach.

Do pojedynczych, mini doniczusi powysiewałam poziomki, w kolejce czekają cukinie. Moje pelargonie czekają, aż będę miała chwilę by pousuwać stare, zeschłe liście. Muszę to zrobić jak najszybciej, ale coś mnie bierze i nie wiem czy dziś przypadkiem po powrocie z pracy nie wskoczę pod kołdrę żeby się nieco zregenerować. 



Pomalować płot i poręcze przy myjce na biało, pomalować wapnem pienie drzew, wygrabić cały podjazd.. o robocie przy koniach nie wspomnę nawet. Jest tego mnóstwo, ale jak tylko trochę się podleczę to ruszę pełną parą do pracy. Ktoś to musi zrobić.


Ostatnio wracając do domu z pracy spotkałam takich gości pasących się przy samej drodze. Zatrzymałam się, zrobiłam kilka zdjęć. Nie bały się mnie wcale.




W weekend oczywiście poterenowaliśmy. Tym razem postawiłam na szukanie nowej trasy. Czyli pojechaliśmy w nieznane. Oczywiście wcześniej sprawdziłam mniej więcej którędy jechać i jak wrócić, ale ostatecznie trasę poznaje się dopiero jadąc nią ;) W końcu trafiła się trasa z dużą ilością miejsca do galopowania. Przepiękne lasy i leśne dróżki. Coś pięknego. Chyba będziemy tam częściej jeździć. Chciałabym poznać jeszcze więcej tras, ale musimy sobie na to poświęcić cały dzień. Nowa trasa zajęła nam 3 godziny. Może, gdyby nie cyrkowanie Rudego i Neptua to zrobilibyśmy ją w dwie godziny, ale oni jak zwykle musieli się wzajemnie nakręcać. Trzy godziny w siodle to nie aż tak dużo, ale tyłek trochę bolał i kręgosłup- młoda już nie jestem, więc postanowiłam zainwestować w nowy sprzęt ułatwiający życie. Zamówiłam specjalny poddupnik żelowy zakładany na siodło- jego zadaniem jest amortyzowanie wstrząsów i ochrona kręgosłupa by nie przyjmował tego na siebie. 







Może się wydawać niektórym, że jazda konna to tylko siedzenie na koniu. No niestety tak to nie wygląda. Najpierw trzeba tego konia nakłonić do poruszania się naprzód. Działają mięśnie nóg i miednicy. Jeśli konie nie chcą iść bo kolor śmietnika sąsiada im się nie podoba to trzeba te mięśnie zaangażować jeszcze bardziej. Jechać kłusem i galopem to też angażowanie mięśni by poprawnie siedzieć w siodle. Do tego dochodzą właśnie wstrząsy które obciążają kręgosłup, kolana i kostki. Czasami po takim trzygodzinnym terenie czuję się jakby rozjechał mnie walec.... Ale i tak jestem mega szczęśliwa i wyluzowana. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze ryzyko poważnych wypadków bo jeździectwo to sport wysokiego ryzyka. Pod nami jest zwierzę.. całe życie uczę się przewidywać zachowanie koni i rzeczywiście będąc z nimi i ucząc się ich języka można wiele sytuacji przewidzieć, ale nigdy nie można być na 100% pewnym czy po milonie takich samych reakcji na bodziec ta milon pierwsza będzie identyczna. Koń to nie maszyna tylko żywa istota, która odczuwa ból, strach, pobudzenie i ma w sobie ogromną siłę, z której na szczęście nie zdaje sobie sprawy. W jeździectwie zdarzają się wypadki śmiertelne. Zdarza się, że koń po prostu się poślizgnie i niefortunnie upadnie przygniatając jeźdźca. Można zatem powiedzieć, że igramy ze śmiercią. 

Na szczęście wynaleziono wiele udogodnień i sprzętów zmniejszających negatywny wpływ na ciało jeźdźców. Różnego rodzaju kaski, które chronią naszą głowę podczas upadku, strzemiona, które odciążają kolana i kostki czy właśnie takie nakładki żelowe, które amortyzują kręgosłup. Są też różnego rodzaju kamizelki, które mają za zadanie chronić korpus przy upadku... to co ostatnio jest hitem wśród koniarzy to kamizelki wybuchowe.. Nie są sztywne i twarde jak te stare kamizelki tylko elastyczne. Sznurek, który wystaje z kamizelki podpina się do siodła. W momencie, gdy jeździec spada z konia sznurek zostaje wyciągnięty, a kamizelka w ułamku sekundy napełnia się gazem- coś jak samopompujące się pontony ratunkowe. Kamizelka napełnia się gazem tak szybko, że w momencie upadku lądujemy już na miękkiej poduszce powietrznej, a nie na twardej ziemi. Niesamowite jest to, jak z biegiem lat sprzęt jeździecki jest udoskonalany. Z dzieciństwa pamiętam jeszcze toczki zamiast kasków, które nie miały nawet, żadnej wyściółki w środku,  i których nie zapinało się wcale, tylko zakładało się nie raz już rozciągniętą gumkę na brodę. O kamizelkach nikt nie słyszał, nawet tych twardych i niewygodnych. Strzemiona- tylko ciężkie stalowe- które wszystkie wstrząsy przekazywały w kostki i kolana. O bezpieczeństwie koni też mało mówiono. Dentysta? Jaki dentysta? Odrobaczanie, odpiaszczanie? A po co? ;)  Oj dużo zaszło zmian w jeździectwie. Na szczęście na plus dla koni i dla jeźdźców.

Edit: Odebrałam nakładkę na siodło, ale okazała się za mała :( Muszę poszukać innej, bardziej uniwersalnej... 

Edit2: Odesłałam nakładkę, ale na razie nie kupuję innej bo wpadłam na pewien pomysł ;) Zobaczymy czy mój wynalazek się sprawdzi...


23 komentarze:

  1. Wiosna jest cudowna, ale żeby nie rzygnąć tęczą, niesie ze sobą kupę roboty, c'nie? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale nie mogłaby tak po troszku? A nie, że zima, nicnierobienie i nagle BUM! A masz kupę roboty, a co!

      Usuń
  2. Jestem pełna podziwu dla Ciebie. Wykonujesz tyle "męskich" prac, do których nawet nie wiedziałabym, jak się zabrać! Poza tym za miłość do zwierząt wielki szacun.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wykonuję, ale robię to powiedzmy "po swojemu" :) Ja to jestem pełna podziwu jak czasami poproszę o coś męża, a on ma w głowie obraz jak to zrobić i co jest do tego potrzebne.
      Ja tam idę na żywioł, choć nie powiem, dużo rzeczy od niego podpatrzyłam :)

      Usuń
    2. Cóż, przynajmniej masz męża...

      Usuń
  3. Opieka nad zwierzątkami to cieżka praca, ale dają wiele radości 💗💗💗 U nas też będzie malowanie, ale na spokojnie...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja bardzo lubię kozy. Uważam, że obok koni, krów i kur, to jedno z najbardziej pożytecznych zwierząt. Kiedyś nawet jedyna żywicielka rodziny. Na szczęście przednówek już za nami i teraz oczekiwanie na piękny kwiecień i maj. Na dniach będę siać sadzonki do ogrodu. Pięknej wiosny Ci życzę. 💚

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bywają też szkodnikami bo są dosłownie wszystkożerne i robią spustoszenie w ogrodach, ale wystarczy pilnować :D

      Usuń
    2. Dokładnie tak, ale przecież inne zwierzęta gospodarskie też są do tego zdolne. Jak się człowiek zdecyduje , to powinien pilnować swój zwierzyniec. 😉😀

      Usuń
  5. Czytając Twój wpis, aż czuć, jak wiosna wkracza w pełni w Twoje życie – od kózki, przez porządki i doniczki, po terenówki konne. Mega podoba mi się, jak pokazujesz, że jeździectwo to nie tylko przyjemność, ale też pełne wyzwań fizyczne i mentalne zaangażowanie – człowiek naprawdę czuje mięśnie, balans i cały wysiłek, a do tego musi przewidywać zachowania koni.

    Ten sprzęt, który opisujesz – żelowe nakładki, kamizelki wybuchowe 😲 – robi ogromne wrażenie, świetnie, że bezpieczeństwo jeźdźców idzie w parze z komfortem koni. A pomysł z wynalazkiem na nakładkę? Brzmi intrygująco – nie mogę się doczekać, żeby dowiedzieć się, jak to w praktyce zadziała. Niezła dawka inspiracji na weekend!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie nie powiem jak to działa w praktyce bo moje mocowanie okazało się troszkę liche :D Wolałam zdjąć żeby nie zgubić żelka w terenie. Muszę przetestować to jeżdżąc koło domu, tylko że tu wiecznie mam coś do zrobienia i noc mnie zastaje zanim konia osiodłam :(

      Usuń
  6. A mieszczuch myśli sobie - jak to sielsko i anielsko na tej wsi wesołej, samo im rośnie, leżą na trawie i nic nie robią, na konikach sobie jeżdżą, same przyjemności :). Podziwiam Twoje zaangażowanie i wysiłki, żeby i ludziom i konikom było dobrze. O kozach też kiedyś myślałam, sympatyczne zwierzaki - chciałam mieć kozy i pszczoły - no ale podstawowa sprawa to trzeba mieć na to warunki, czyli zamieszkać na wsi, a z tym jakoś póki co nie wychodzi... Z przyjemnoscią poobserwuję jak u Ciebie zadomowi się pierwsza kózka :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS: Oczywiście jak kózka się pojawi to zdam relację :)

      Usuń
    2. No niestety, trzeba mieć zaplecze żeby mieć zwierzęta. Kózka może wielkiego wybiegu nie potrzebuje, ale choć małego skrawka już tak. Staram się jak mogę by było im dobrze i poświęcam temu całą siebie choć bywają chwile, że mam dość.
      Ale to tak jak z dziećmi ;) Ma się dość wstawania w nocy, płaczu, ale nie zamieniłoby się tego na nic innego.

      Usuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie mam doświadzcenia w jeździe konnej, ale czuję się trochę przekonany. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To musisz lubić adrenalinę skoro opowiadanie o sporcie wysokiego ryzyka przekonuje :) :)

      Usuń
  9. Ale fajnie z tą kózką. A wiesz, że sama kiedyś chciałam mieć kózkę? Tylko że w mieście o warunki chowu trudno. Mam nadzieję, że konie szybko zaprzyjaźnią się z nowym domownikiem. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety na balkonie kózka stała nie będzie ;) Chyba, że ktoś ma swój własny dom z ogródkiem w mieście lub działeczkę, ale wtedy pozostaje też problem obornika, którego trzeba się pozbywać. No i jak komuś za płotem zapach będzie przeszkadzał to też problemy się tworzą..

      Usuń
  10. To moje stare i niestety już nieaktualne marzenie, dwie kózki i kilka kurek. I mleko i śmietana i serek i jajka - zdrowo i smacznie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ależ tempo u Ciebie! 😍 Super, że wszystko ogarniasz i nowa kózka wkrótce dołączy do ferajny. Trzymam kciuki za nakładkę i wiosenne przygody z końmi!

    OdpowiedzUsuń
  12. Pogodnych, spokojnych oraz zdrowych Świąt.

    OdpowiedzUsuń